Dotarliśmy do Manili. Jedziemy do hostelu, wpisujemy się na liście u ochrony a tam dziwnie znajome nazwisko na liście… tak bardzo znajome ze nosiłam je 26 lat ;)))
Elżbieta i Marek Obuchowicz – to nie może być przypadkowa zbieżność nazwisk ;d
W recepcji pani mówi – państwa rodzice mieszkają w pokoju 307:)
I tak o to spotkaliśmy się z rodzicami w Manili. Nie ma to jak zwiedzać Filipiny z rodzicami i dziadkami – nawet przez 1 dzień;)
Ps – dobra przyznaje to było planowane a nie przypadkowe spotkanie;)
Manila miejscami urokliwa – architektura kolonialna częściowo zachowana nie zmusza jednak do nadmiernego wysiłku w zwiedzaniu ze względu na swój ograniczony zasięg;)
Zatem zwiedzaliśmy miasto, wczuwajac się w jego atmosferę i próbując się wtopić w tłum odpoczywających przy niedzieli Filipińczyków. Dołożyliśmy ku temu wszelkich starań – idąc na plac zabaw, jadąc lokalnym autobusem jeepny, robiąc tour po 7eleven w poszukiwaniu rumu w małych butelkach etc. :) nie sadze ze udalo nam się wtopić w tłum ale udało się spędzić miły dzień w mieście, które wszyscy tak bardzo nam odradzali.
Dodaj komentarz