W sabang mieliśmy zanocować tylko 1 noc, pojechać na podziemna rzekę i spadać dalej tzn do El nido. Ale spotkaliśmy Polaków (pisałam wam o nich w poprzednim poście), którzy zainspirowali nas żeby zostać tu jeszcze jeden dzień. Dzięki temu wyspaliśmy się (to nie zdarza się często na tym wyjeździe:), a wycieczkę na podziemna rzekę zrobiliśmy bez spiny. Nie miałam specjalnych oczekiwań co do tej „atrakcji” ale serio to jest rewelacja! Ciąg podwodnych jaskiń po których płynie się łódka w kompletnych ciemnościach i ciszy. U nas prawie w ciszy bo w ostatnich 5 minutach Idusia straciła cierpliwości i głośno dała znać ze chce zmienić pozycje na raczkach. Ale poza tym incydentem obie dziewczyny przez 30 czy 40 minut siedziały na łódce w kompletnej ciszy! Ten kto zna nasze córeczki wie ze to musiało byc coś ekstra skoro tyle wytrzymały bez gadania ;d
A już jaskinia zwana katedra – powala na kolanach. A dodatkowo przy plazy przy której jest wejście do jaskiń mieszkają warany! Takie jak te w komodo ale ciut mniejsze. Serio tez sa duze! Nawet sam rejs z sabang do podziemnej rzeki i z powrotem był atrakcja sama w sobie z uwagi na fale. Łódka telepalo góra dół tak ze Julcia siedziała jak zaczarowana :)
Dzięki temu ze zostaliśmy 1 dzień dłużej mogliśmy pójść na lokalnym market z jedzeniem – all you can eat. To było najlepsze jedzenie podczas całego wyjazdu. Objęliśmy się jak mopsy a pod koniec porwali nam dziecko do kuchni. Pani kucharka zapytała czy może potrzymać Idusie na rękach jak tylko się zgodziłam to tyle ja widziałam – zobaczcie na zdjęciach ;)
Dodaj komentarz