Ostatni dzien w Salwadorze

Dziś mieliśmy ostatni dzień w Salwadorze po wczoraj kiedy niedyspozycja żołądkowa Julci zawróciła nas w połowie drogi na wulkan i niejako wymusiła leniwy dzień (nie mam nic przeciwko! – udało mi się obejrzeć krainę lodu podczas drzemki Julci – polecam!:) dziś mieliśmy intensywny dzień… jadąc do Salwadoru byliśmy przekonani ze nie będziemy wchodzić na wulkan Santa Ana. Kto się w końcu pcha z małym dzieckiem na wulkan? Wariaci tylko… ale słuchając opowieści jaki jest ładny, ze droga nie jest trudna i w ogóle ze warto – daliśmy się przekonać;) w sumie nie trzeba nas było długo namawiać;p

Trzeba było widzieć te zdziwione oczy mijających nas ludzi…;p ale Maciek bardzo dzielnie dał radę i wniósł dziecię na górę akurat w czasie jej drzemki. Obudziła się idealnie na gorze obejrzeć widoki a potem to już było z górki dosłownie i w przenośni:) wulkan rzeczywiście super polecamy – wszystkim, dzieciom również:) ale ale skoro poprzedni dzień trochę nam wypadł ze zwiedzania (trochę bo Maciek pojechał nad Pacyfik zamoczyć nogi) dziś mieliśmy jeszcze w planach jezioro Coatepeque. samo jezioro jest piękne, tak piękne ze bogaci salwadorczycy wykupili wszystkie działki z linia brzegowa i dojście do jeziora jest tylko z restauracji, które (podobno) pobierają opłatę za kąpiel w jeziorze czego jednak nie sprawdzaliśmy:) na koniec jeszcze sprawy organizacyjne i obowiązkowa wizyta w podrobie KFC – Pollo coś tam (do happy meala dodają zabawki z Masha and the bear! A rodzina lukowskich jest fanem tej bajki także wiecie…:)

I to już koniec naszych wakacji – było super i teraz przyszedł czas żeby planować następne;d tylko cii nie mówcie tego w naszych pracach;)


Posted

in

by

Tags:

Comments

Dodaj komentarz