Wyjechaliśmy w końcu z Hondurasu chociaż długo to trwało bo rozstać się z nim nie mogliśmy. Jedno jest pewne – jeszcze tu wrócimy!
Rozważaliśmy różne opcje – Gwatemala, Belize, Salwador… padło na to ostanie ponieważ z San Salwador mamy lot powrotny do domu. Salwador okazał się taki jak w naszych wyobrażeniach wyglądala Ameryka Środkowa – kolorowy, wesoły i taki ciepły (nie tylko pod względem temperatury powietrza która w ciągu dnia oscyluje w graniach 35 stopni a wieczorami 20 pare stopni – ale również ze względu na ludzi, atmosferę i przyrodę dookoła. Salwador to (podobno) niebezpieczny kraj… czy dla nas okazał się niebezpieczny napisze jak już wyjedziemy, ale to co zauważyliśmy to to ze wejście do naszego hostelu jest w zasadzie nieoznaczone a wejść do środa można tylko po zadzwonienia i zostaniu zweryfikowanym na kamerze przez obsługę.
Pierwszy raz mamy podczas tego wyjazdu basen i nie powiem ja się cieszę jak dzika ale Julcia (w końcu moja córka!) chyba jeszcze bardziej. Pan właściciel dziś nam zdradził ze specjalnie dla Julci podgrzał (jeszcze bardziej) wodę w basenie. Także czasem chłodniej jest jak wyjdę z wody niż jak do niej wejdę;p
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z ruta des flores. Ostrzegamy ze po ich obejrzeniu zaczniecie szukac nerwowo biletów do Salwadoru;)
Dodaj komentarz