Varadero
Udalo się ucieklismy od deszczu i mieliśmy piękny dzień pod każdym względem – również pogodowym a to nie jest takie oczywiste podczas naszego pobytu na Kubie;p Ale za nim nastąpiła ta piękna niedziela – przeżyliśmy największa ulewę świata! Wiecie jak to jest jak leje jak z cebra, prysznica, wiadra razem wziętych i tak przez 12h a siedzicie w jakiejś ohydnej casie (pensjonacie) i zastanawiacie się czy siedzieć na zatęchłej kanapie czy położyć się do łóżka tak miękkiego ze można sie w nim utopić? My już wiemy:) ale po burzy zawsze wychodzi słońce i dziś wyszło dosłownie!:)
Plaże w Varadero piękne jak nad Bałtykiem (a może nawet piękniejsze – wiem dopuszczam się herezji ale cóż…) woda ciepła i lazurowa… dziecko biega po piasku, tapla się w wodzie No istna sielanka:) zmieniliśmy tez case na piękny casowy apartament gdzie Maciuś pije „colę” w hamaku a Julcia dostała swój prywatny fotel bujany oczywiście na wymiar!
Plażowanie plażowanie ale ile można – 3 razy kąpiel w morzu aż palce zaczęły się marszczyć;p i co tu robić… jedziemy do willi du pont (tu pozdrawiam czytelników z WiW – zobaczcie na zdjęciach jaka chatę miała Irene Du Pont) – miała bo teraz oczywiście państwowa… widok nieziemski, mojito nieziemskie wiec pod taki dom trzeba podjechać z fasonem…. kabriolet idealnie się do tego nadaje;d
Oby taka pogoda była już do końca!:)
Dodaj komentarz