Ja to prosze pana mam bardzo dobry dojazd…
Najpierw tuk Tukiem na dworzec autobusowy w vang vieng potem kupno biletu i przez 4h przejeżdżam 130km do vientian – jadę tuk Tukiem (bo akurat jest) tzn. ze bez ścian więc jak leje to jestem cała mokra, a oczywiscie akurat leje;p potem awantura o tuk Tuka w vientian bo kosztuje polowe tego co droga do miasta a ma nas zawieźć tylko na inny dworzec… Nastepnie lapie autobus do pakse (jedyne 16h) – dobrze jak nie pada (ale oczywiscie pada:/) bo lokalne autobusy przeciekaja totalnie wszędzie, ale nie ma problemu bo jest specjalny pan ktory zakleja co większe dziury w dachu taśma klejaca, a jak sie drzwi otworzą jakies 10 razy w ciągu jazdy sie drzwi (akurat siedzielismy na przeciwko nich) to zajmie mu jakies 5 min ich zamknięcie więc pasazerowie sa tylko troche mokrzy… Dodatkowo rura wydechowa ma chyba wylot do wnętrza autobusu, ale to tez nie problem bo jest zastawiona motorem ktory podróżuje miedzy siedzeniami – tzn zwykle to nie problem chyba ze znajda sie tacy głupi podróżni którzy zmienia miejsce na te wlasnie przy motorze bo stare było rozwalone i nie dało sie na nim siedzieć i tak juz po 4 krotnej zmianie miejsca w autobusie wysadzaja mnie na środku drogi, gdzie kolejny tuk tukowiec podwozi mnie na dworzec (oczywiscie po kolejnej awanturze o cenę)
A potem to juz z górki, łapie tuk Tuka (oczywiscie bez ścian ale mamy szczęście bo akurat nie padało) do ban nakasang ktory znowu przez 4h wiezie nas 130km, następnie łapie łódke na wyspę i jestem w domu tzn na wakacjach;)
Dopiero potem przeczytalismy w przewodniku ze lokalne autobusy w laosie (to jedna z klas autobusów) są dla masochistow;p
Ale teraz lezymy do góry brzuchami w hamakach i odpoczywamy!;)
Ps- poblilismy rekord, spanie dla jednej osoby 4 zł za noc, a z widokiem na rzekę i hamakami w gratisie;)
Co mi zrobisz jak mnie zlapiesz – w laosie;)
by
Tags:
Dodaj komentarz