Wstalismy dzis o 5:00 (wspaniała godzina na wstawanie w wakacje;p) i lekko nieprzytomni zawloklismy sie do świątyni, gdzie o 5:30 mnisi z całego miasta zaczynaja pochód przez miasto zbierając żywność od ludności. Dostają głownie ryż, banany i ciasteczka;) ciekawa jestesm czy to jest ich całe wyżywienie, ale chyba nie bo nie wyglądają jakby mieli ostra anemie i mimo ze są szczupli nie wyglądają na zabiedzonych.
Dla turystów pochód jest ciekawym wydarzeniem nie tylko ze wzgledow różnic kulturowych ale rownież estetycznych (zrobiliśmy mnóstwo zdjęć;) – kręcili nawet profesjonalny film o tym, więc jest duża szansa ze będziemy w telewizji laotanskiej czy innej kambodzanskiej;d
Po tej wspaniałej pobudce udalismy sie na całodniowa wycieczkę do jaskini, wodospadow i zobaczyć niedźwiedzie (udało sie – są urocze, ale to jednak nie slonie;)
Najlepszy z tego wszystkiego był wodospad – w ogóle maja tu wiele fajnych wodospadow. O ile my traktujemy je jako atrakcje turystyczna czy miejsce do poplywania, to tubylcy – myja tu włosy, robią pranie i to wszystko w parku narodowym i „na legalu”;p ale ponieważ w większości domów nie
ma bieżącej wody to nic dziwnego:/
Chłopcy postanowili jednak powtórzyć zwyczaje tubylcow, ktorzy skaczą z drzewa – trzymając sie liny huśtaja sie nad woda i potem z impetem wpadają do kipiacej wody, która dopiero co spadła z jednego z tarasów wodospadu. Widok dla obserwatora czyli dla mnie troche przerażający, ale zabawa była przednia;)
Ciekawostka jest ze zakaz jest kąpieli w bikini czy w kapielowkach… My zauważyliśmy ten znak juz po kąpieli i wszyscy turyści nic sobie z tego nie robili, ale rzeczywiscie tubylcy kapali sie zawsze w ciuchach i to najczęściej długie dżinsy i koszulka z długim rekawem… Skoro idą tam sie umyć to ciekawa jestem jak to robią w takim stroju, odpowiedzi nie znam bo musieliśmy juz jechac a dziewczyny dopiero myly głowę (jezeli zajmuje im to tyle czasu co mi to musielibyśmy trooche poczekać;p).
Dopadł nas dzis szał zakupów bazarowych, spędziliśmy chyba ze 2h krążąc po straganach… Co ciekawe na bazarze jest na tyle cicho (nikt nie krzyczy zachwalajac swój towar, nikt nie targuje sie zbyt ostro) ze obok sprzedawczyn śpią ich maleńkiej dzieci, niektóre kobiety karmią swoje dzieci piersią na straganie… – to sie nazywa laczenie pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci (tylko w polsce chyba nie o to chodzi mlodym matkom:/)
Jutro znowu pobudka o 5 rano… Ale sobie odpoczynek zorgnizowalismy;p
Jak dobrze wstać skoro swit… – luang prabang 2 dzień
by
Tags:
Dodaj komentarz