Luang prabang – upał w dżungli;)

Wpadliśmy dzis na genialny pomysl – pojezdzimy po mieście i okolicach na rowerach. Niby dobre rozwiazanie – mozna sie szybciej przemieszczać miedzy „zabytkami” i w ogóle jazda na rowerze jest fajna. Drobny szczegół (ktory postanowiliśmy pominąć) jest taki ze jestesmy w laosie gdzie jest potwornie gorąco, cienia w zasadzie brak a na dodatek wściekle wilgotno. Efekt był taki ze jeździliśmy na rowerach i wygladalismy jak zmokle kury;p wypilismy hektolitry wody ale za to obejrzeliśmy wioski, w których miejscowa ludności przedzie jedwab.
Byliśmy rownież w pałacu króla (byłego bo teraz jest tu komunizm)… To pierwsze i jak mniemam jedyne muzeum gdzie kazano mi wypożyczyć spódnice (miałam krótkie spodenki) zeby obejrzeć pokoje królewskie… Ja rozumiem kościół, świątynia czy inne miejsce kultu ale zeby w pałacu gdzie było kilka mebli, ciuchów i innych pamiątek po królu tez…?
Co ciekawe król dostawał duzo prezentów z całego swiata i miedzy innymi z…. Polski i to nie byle co – miecz miecz koronacyjny królów polski! Ale i tak pewnie bardziej ucieszył sie z prezentu od Amerykanów – 3 samochody tzn. ogromne krazowniki szos;p
A jutro jedziemy do jaskini i wodospadow oraz (jak sie uda) zobaczyć niedźwiedzie azjatyckie (to urocze brzydale, są tak brzydkie ze aż słodkie;) ciekawe czy przebija slonie?hm nie to chyba nie możliwe;d


Posted

in

by

Tags:

Comments

Dodaj komentarz