Do tej pory zwiedzalismy mniej lub bardziej ale turystyczne miejsca w ktorych widok bialego nie budzil wiekszego zainteresowania (oprocz dzieci oczywiscie)… Po 2 dniach podrozy minibusem, promem (normalnie jak z 19 wieku caly drewniany i wypelniony po brzegi ludzmi i paczkami – moglismy sie poczuc jak kolonizatorzy otoczeni przez lokalesow;p) nastepnie mielismy przyjemnosc spedzic 4h w ciezarowce jadacej po czyms co zdecydowanie nie przypominalo drogi za to mialo wzniesienia co 50m;d ale na koncu czekala nas mala wioska wielorybnikow – lamalera (na wyspie lembata) gdzie na plazy w cetrum wioski czekal na nas 5 metrowy szkielet wieloryba a przy kazdym domu suszyly sie platy miesa z wieloryba (mozecie sobie wyobrazic aromat jaki tu panuje;p)
Dodam ze wbrew komentarzom z internetu wioska nadal pozostala autentycznym miejscem gdzie nadal wieloryby i inne duze stworzenia morskie sa lowione tradycyjna metoda – mezczyzna stoi na bukszprycie i gdy lodka zbliza sie do wieloryba wyskakuje on z harpunem w reku i wbija go w zwierze… Naprawde nadal warto tu przyjechac bo nowe pokolenie nie chce juz kultywowac zwyczajow rodzicow wiec pewnie niedlugo zaniknie kultura wielorybnikow…
Koniec swiata – lamalera
by
Tags:
Dodaj komentarz