Tym razem zdobywamy wulkany – jest to proces dlugotrwaly poniewaz najpier trzeba przejechac kolejna polowe jawy – zmieniajac srodki transportu, a nastepnie przyjac takie wyrzeczenia jak pobudka o 3;30 rano/w nocy – na szczenie nie wiem jak to okreslic i mam nadzieje e dlugo nie bede musiala;p ale bylo warto… Trafilismy akuratna coroczny festiwal wulkanu bromo – ludnosc z okoliczych miejscowosci, a czasem i z calej jawyprzyjezdza pod bromona 3 dni, zakladaja tam obozowiska, swietuja a o swicie ida do karateru wulkanu i wrzucaja dary dla bromo – owoce, warzywa, drobne pieniadze i … zywe kury! aby przyniosly im szczescie i pomyslnosc przez najblizszy rk – czyli pewnie prosza glownie o to zeby nie wybuchl;p (to moja autorska interpretacja;p)
Bromo nalezy do najbardziej turystycznych wulkanow poniewaz prawie pod sam krater mozna podjechac samochodem, ale nikt nie wmowi mi ze jest to wulkan latwy do zdobycia… Nie korzystajac z full opcji tzn, tej juz wrecz nie przyzwoitej podwozki pod sam krater – mozna spodziewac sie nieoczekiwanych zwrotow akcji… pobudka o 3:30 laczy sie z tym ze na wulkan idzie sie w kompletnych ciemnosciach i jeszcze gestszej mgle. Mgla jest na tyle gesta ze na 3 metry nic nie widac i zieki tym okolicznosciam przyrody nasza droga na bromo zamiast 40 minut trwala godzine 40 minut i jak sie potem okazalo 5 razy bylismy przy szlaku na wulkan i go nie widzielismy… ale warto bylo krecic sie w kolko…- wschod slonca zapieral dech w piersiach no i moglismy poznac troche miejscowych zwyczajow – tylko czemu one powoduja ze tubylcy robia z krateru jeden wielki kompost?;p
wulkan zdobyty – bromo
by
Tags:
Dodaj komentarz