wycieczka maszina…

Po wymyciu sie z 3 dniowego brudu, najedzeniu baranem i uzupelnieniem zapasow na nastepne 10 dni ruszylismy naszym uazem na podboj Mongolii. Naszym kierowca zostal pan ”Jozek” – tak go ochrzscilismy poniewaz jego imie bylo jednym wielkim harkiem (mongolowie potocznie zwani mongolami zamiast mowic harcza wiec ich jezyk okazal sie trusdniejszy do opanowania niz chinski). Wlasciciel hostelu, z ktorego organizowano nam wycieczke zapewnil nam ze kierowca zna podstawy rosyjskiego i agielskiego i rzeczywiscie znal jezeli za podstawy mozna uzanc znajomosc takich slow jak : ”yes”, ”muzy (tzn. muzeum)” czy ”tenty” i oczywiscie podstawe komunikacji czyli ” ja nie znaju” ;) Mimo to udalo nam sie z Jozkiem komunikowac choc bardziej przypominalo to jego jednostronny monolog i nasze jednostajne potakiwanie…
Wycieczka polega na calodniowej jezdzie uazem przez stepy i zadkich postojach gdzie Jozek organizuje nam roznego rodzaju ”atrakcje”. Pierwsza z nich okazaly sie wielblady dwugarbne. Bardzo przyjemne zwierzeta, ktore maja kilka ciekawych przypadlosci… Jedna z nich jest zielony jezyk, ktory wystawiaja srednio 3 razy na minute;p Do tego potrafia zalatwiac swoje potrzeby fizjologiczne w ruchu co jest problematyczne dla jezdzcow(czyli nas), ktorzy narazeni sa na bomy kupowe na nogach;d


Posted

in

by

Tags:

Comments

Dodaj komentarz