Przed wyjazdem z ulan bator szef hostelu powiedzial, ze w ciagu 10 dni 3-4 razy bedzie mozliwosc wziecia prysznica… Dzis mielismy az 3 mozliowsci ( czy to oznacza ze przez reszte wyjazdu bedziemy mogli spokonie obrosnac gruba warstwa ochronna?;p) Pierwsza z nich okazala sie rzeka na pustyni. Ten fragment ciurkajacej wody szumnie nazywany jst rzeka (teraz jest okres najwiekszych opadow na Gobi) ma glebokosc ledwo siegajaca kostek, ale jak sie okazalo nawet w tej glebokiej lekko brunatnej mazi mozna sie wykapac od stod do glow;p
Jozek jednak dotrzymal slowa i dowiozl nas do ”prawdziwego” prysznica gdzie moglismy dokoczyc nasze zabiegi higeniczne. Jednak prawdziwa bomba okazala sie kapiel w wodzie tryskajacej prosto z rury doprowadzajacej wode do miasta. Jak sie okazalo kilku prawdziwie przedsiebiorczych mogolow zrobilo nielegalna dziure w rurze i dzieki temu 24h na dobe leje sie tam woda zimna jak 150 (to zadkosc zwykle temperatura wody jest jak w lekko przestudzonej zupie). Ci lokalni przedsiebiorcy nie zwracaja uwagi na taki drobny fakt ,ze przez ich wspaniale pro ekologiczne zachowanie do kilku miast nie dochodzi woda – bo przeciez wazniejsze jest zeby choc jednop miastona pustyni mialo nieograniczny dostep do wody bierzacej. Dzieki ich wspanialomyslnemu zachowaniu moglismy ponownie ( trzeci juz raz) zazyc tego dnia kapieli;)
nie ma wody na pustyni…
by
Tags:
Dodaj komentarz