Jozek mimo braku znajomosc jezykow jest naprawde kochanym kierowca. Poniewaz zawsze je z nami (uwielbia kanapki z kielbasa, ktora nawet nie lezala obok prawdziwego miesa), postanowil zbarac nas do swojego brata i poczestowac prawdziwym mongolskim jedzeniem. Jego brat choc mieszka po srodku pustyni jest prawdziwmy bogaczem -ma wlasna fabryke! Co prawda miesci sie ona w pokoju o powierzchni jakis 10 metrow kwadratowych, ale maszyny ma sprowadzane prosto z Austrii. Produkuje tam wszystko co mozna zrobic z wielblada – mleko, jogurty, ciastka i lody (najlepsza jakie jedlismy do tej pory). Oprocz tych pysznosci jedlismy rozwniez rosol z miesem w wielbada ( w sumie nie wiele sie rozni w smaku od naszego polskiego rosolu). Tyle ze po jedzeniu zupy w tej samej misce pije sie herbate, ktora dzieki temu zabiegowi ma oka z tluszczu jak w rosole mniam (ekhm).
Wygladalismy na zadowolonych z tej wizyty, wiec Jozek pozstanowil nas zabrac rowniez do rodziny swojej zony. Oni juz mieszkaja zupelnie na koncu swiata – po horuzyont nie widac nic;) Ale hoduja male wielblady tzn. mieli stado wieladzich babysiow po 3 i 5 miesiecy – ja i Andzia rozwazalysmy wywoz tych slodziakow do Polski, ale faceci mieli (jak zwykle) jakies objekcje;p
Mongolska goscinnosc…
by
Tags:
Dodaj komentarz