Dzisiejszy dzien minal nam caly w podrozy. Zebralismy nasz oboz rumunow (widok na zdjeciach). Jednak prawo brzezna strona Warszawy nie jest do konca Azja w porownaniu do tego co zobaczylismy w Kantonie. Tlumy ludzi (tutaj tlum oznacza katastorfe w skali europejskiej), nikt nie mowi po angielsku i jak zwykle skwar. A mimo to udalo nam sie nie tylko znalesc dworzec, pobrac kase z bankomatu (co jest swego rodzaju cudem w miescie, ktore nie posiada takiej instytucji jak bankomat – nie wspominajac juz o kantorze), ale nawet kupic bilet na pociag do Guilin, z ktorego pisze te notatke. Jednak najwieksza „atrakcja” dzisiejszego dnia byla wizyta w KFC!Grupa lekko brudnawych, spoconych, obladowanych plecakami bialych ludzi, jaka stanowimy zostala potraktowana jak w czasach kolonialnych. Obsluga chcac byc mila zorganizowala nam oddzielny stolik i nie dopuszczala do nas reszty klientow (czyt. Chinczykow).Sytuacja byla dosc nie zreczna, ale przynajmniej poczulismy sie jak w epoce kolonialnej. Jezeli chodzi o odczucia, to jesli ktos chcialby sie poczuc jak gwiazda filmowa, wzglednie malpa w zoo to goroco polecam Chiny. Nieustannie patrzy na nas jakas setka osob,a nasze zachowanie wzbudza wiele sensacji.
Niestety przez dosc skaplikowana operacje zakupu biletow, nie udalo nam sie zaglosowac. Wiadomo juz kto wygral? Bo
Zastanawiamy sie nad azylem politycznym w Chinach, w razie niekorzystnego dla nas wyniku;p
Jutro Yangshuo!
pierwsza podroz pociagiem
by
Tags:
Dodaj komentarz